czwartek, 22 sierpnia 2013

Rozdział 8


Rozdział dedykowany Oldze, Martynie i całej Igrzyskowej Ekipie ;)






Rozdział 8
-Teraz czas na Struve’a  Perthshire’a z Dystryktu Szóstego!- ogłosił Ceaser i na scenę wszedł wysoki , jak i elegancki blondyn.
-Cześć Ceaser’rze!- roześmiał się Struve i uścisnął mężczyźnie dłoń. Następnie usiadł i pomachał do tłumu.
-Jak się czujesz?
-Dobrze.
-Myślisz , że dobrze się przygotowałeś do areny?- spytał Ceaser.
-Chyba tak.
-To wspaniale!- krzyknął szczęśliwie prowadzący.- Co myślisz o innych trybutach, boisz się ich?
-Uważam, że niektóre osoby to twardy orzech do zgryzienia.  Zauważyłem, że kilka z nich nawet nie lubi alkoholu.- roześmiał i uśmiechnął się.
Wzdrygnęłam się.
To ja mu wylałam wino…
- Jak myślisz Struve, co możemy spotkać na arenie?
-Myślę, że będzie tam dużo zwierząt.- zapatrzył się.- Jak przejrzałem starsze edycje Igrzysk, nie było tam żadnych ogromnych , oraz pustych terenów. Same lasy, ruiny. Na pewno w tym roku będzie jakaś pustynia.
-No cóż.- cmoknął Ceaser.- To chyba jedna z najgorszych aren- zaraz po lodowcu…
-Ale raz się żyje!- zażartował trybut, przez co całe trybuny ludzi zaczęły się śmiać.
- Jeszcze jedno pytanie, przed końcem wywiadu. Struve, co myślisz o wywiadzie Shireen?
-Był… spektakularny. Pewnie ma teraz całą kupę sponsorów.
-Zapewnie ty również!- uśmiechnął się Ceaser.
Ding!
-Niestety- twój czas minął.  Dziękuje ci  i mam nadzieje, że jeszcze przeprowadzę z tobą niejeden wywiad.
Struve zszedł ze sceny.
-Niezła z ciebie aktorka.- szepnął mi do ucha.
~~~
Zanim poszliśmy do pokoi, musiało minąć kilkadziesiąt minut do końca wywiadu.
W końcu, kiedy chłopak z Dwunastki skończył swoją rozmowę z Ceaser’em, odśpiewaliśmy hymn i ruszyliśmy do apartamentów.
Od razu rzuciłam się do łóżka, gdzie zaczęły nękać mnie koszmary.
~~~
Na zegarze widniała 05:08
Dlaczego ja do cholery się ciągle budzę?!
Próbowałam różnych sposobów.  Nawet  poprosiłam o środki nasenne, jednak Librae oznajmiła mi, że zaszkodzi mi tylko na dzisiejszych zmaganiach na arenie.
Jednak poddałam się i ruszyłam coś zjeść.
Zamówiłam górę różowej jajecznicy i pochłonęłam ją w całości.
O jakieś 06:30 na śniadanie przyszli mentorzy, Librae i Struve.
- W pokoju masz ubrania.- powiedział smutno Fir.
Na kanapie  w pokoju znalazłam zieloną bluzkę do pępka; krótką ,  ciemnozieloną kurtkę; spodnie , również w tym samym odcieniu, na których były poprzyczepiane kremowe ochraniacze i białe buty.
Ubrałam się i związałam włosy w supeł.
Teraz muszę tylko czekać na piekło.
~~~
-Już czas.- wyjrzała zza drzwi Valeria.
Wstałam i rozejrzałam się. to był, prawdopodobnie mój ostatni pobyt tutaj. Szansa jedna na milion. Ale zawsze jakaś jest.
Razem z Valerią dotarłyśmy na lotnisko, gdzie czekali już na mnie Librae, Fir  i poduszkowiec.
-Będzie mi was brakować.- powiedziałam i przytuliłam ich wszystkich.
-Dasz sobie radę.- szepnął Fir podczas uścisku.
Zamieniliśmy jeszcze kilka , jakby, wzruszających słów i ruszyłam w kierunku poduszkowca.
Tam złapałam się drabiny, która po chwili unieruchomiła prądem moje drobne ciało. Drabina powoli  kierowała się do góry.
Kiedy dotarłam do środka, znowu mogłam normalnie funkcjonować i skierowałam się do siedzeń, gdzie czekała  reszta trybutów.
Usiadłam między Emily ,a Amy.
-To będzie bułka z masłem.- powiedziała sojuszniczka z  Dzięwiątki. Potaknęłam jej z niechęcią.
Podeszła do mnie kobieta
-Nie ruszaj się.- powiedziała i wszczepiła mi pod skórę jakiś czip.
-Co to jest…?- chrypnęłam.
-Lokalizator.- odparła i poszła dalej.
Poczułam, że poduszkowiec zaczął lekko się unosić.
-Dotrzemy za jakieś 30 minut.- pisnęła szczęśliwie Amy, a Emily zaśmiała się.
Na szczęście przyszła po mnie moja stylistka, która zaprowadziła mnie do osobnego pokoju.
Było tam pełno jedzenia i picia.
-Jedz ile chcesz.- powiedziała i usiadła.
Nie byłam aż tak głodna, jak rano, lecz próbowałam jeść jak najwięcej- ignorując to, że mam pełny brzuch.
Po jakiś dziesięciu minutach szyby pociemniały.
To oznacza tylko jedno- jesteśmy na miejscu.
~~~
Szłam, prowadząca przez Strażników Pokoju, pod areną , gdzie mam znaleźć moją stylistkę.
Mężczyźni otwierają mi drzwi jakiegoś pokoju, a kiedy weszłam- zamknęli je, zostawiając mnie samą.
-Shireen.- wyszeptał kobiecy głos za moimi plecami.
Odwracam się i widzę Athelę, wyglądającą na zmęczoną.
-Nie dam rady.-  trzęsłam się i usiadłam na kanapie. Tam stylistka założyła na mnie kremowe ochraniacze na ramiona i  czarne rękawiczki z wycięciami na palce.
-Przeżyjesz.- powiedziała i uścisnęła mnie. Następnie podała mi szklankę wody, którą kazała wypić.
Po chwili, zimny głos kobiety z głośnika, oznajmia mi, że już czas.
-Dam ci małą radę.- powiedziała stylistka.- Trzymaj się z dala od Rogu Obfitości i Struva.
Uśmiechnęłam się i przytuliłam ją po raz ostatni.
-Dziękuje za wszystko.- bełktałam, płacząc.
-Nie musisz.- pocieszyła mnie i otarła łzę z policzka.
Weszłam do szklanego cylindra. Nic nie słyszałam. Po chwili podest zaczął się podnosić.
Gorąco…
Może przez to, że się denerwuję? Nie…
Zamykam oczy, akurat, kiedy ostre światło oświetliło mnie.
Po chwili lekko uchylam powieki.

-Panie i Panowie! Siedemdziesiąte Szóste  Głodowe Igrzyska uważam za rozpoczęte! – oznajmił wesoły głos Ceaser’a  Filckermana..

~~~
Więc jesteśmy już prawie na arenie, ;>

sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział 7

Rozdział 7
-Shireen!- krzyczał chrapliwie Struve- Shireen!
Wbiegłam na skały i zauważyłam nieruchome ciało trybuta. – Struve!- wykrzyknęłam z łzami i podbiegłam do jego ciała. Nie zdążyłam… byłam za daleko…
Złapałam go za rękę  i potrząsałam nią.- Zostań ze mną! Błagam cię, nie odchodź…
Pisnął za mną głos małej dziewczynki. Odwróciłam się. To Annabeth. I ktoś za nią stał.
-Annabeth! Uciekaj!- Osoba za nią złapała jej małą głowę i skręciła ją. Dziewczynka upadła.  Gdyby nie to, że głowa była wygięta w nienaturalny kąt i patrzyła na mnie swymi dużymi oczami, pomyślałabym, że spała. Tak ,spała.
-Obudź się!
-Co..? – szepnęłam
Otworzyłam powieki i ujrzałam Fir’a. To wszystko musiało być snem… – Musisz wstać. Dzisiaj ćwiczymy przed wywiadem.
Zaraz… wywiadem.
Jak dzisiaj jest wywiad, to oznacza, że jutro już będę na arenie. I to martwa.
-Już wstaję..- mruknęłam
-Będę czekał w salonie. Na kanapie masz przygotowane rzeczy do założenia.- powiedział i wyszedł.
Z tego, że jestem ciekawska, od razu wygramoliłam się z łóżka i pobiegłam do kanapy, wywalając się.
-Cholera…-  jęknęłam i  doczłapałam się do celu.
Na kanapie znalazłam długą żółtą suknie i czarne szpilki.
Założyłam to i podreptałam do salonu.
Fir już tam na mnie czekał ze szklanką soku i naleśnikami.
-Jesteś.- powiedział i podał mi jedzenie.- Jak zjesz to przejdziemy do dalszych zadań.
Usiadłam na sofie i powoli jadłam.
-Dzisiaj masz błyszczeć jak najdroższy kamień, lecz na początku trzeba cię trochę doszlifować. Co wiesz o tych wywiadach?
-Że trzeba pokazać się z jak najlepszej strony.- powiedziałam z pełną buzią.
-Tak to prawda. Jak na razie , to ci nie wychodzi. Sponsorzy zauważą każdy twój zły ruch, który zadecyduje o twoim życiu. Kiedy z tobą skończę  , będzie siedemnasta czyli dwie godziny przed wywiadem. Oddam cię w ręce twoich stylistów, którzy dokończą moje dzieło.- westchnął.- Więc lepiej wsuwaj te naleśniki, bo nie zdążymy.
Racja, jest trzynasta.
Przez kolejne pięć godzin , mentor tłumaczył mi jak chodzić i siadać. Moje ciągłe plątaniny nóg doprowadzały Fir’a do szału, lecz w końcu się nauczyłam. Oprócz tego pokazywał mi jak się uśmiechać, nawiązywać kontakt wzrokowy i gestykulować,
-Kiedy Ceaser będzie pytał o rodzinę, nie załamuj się.- poradził ,  gdy przyszli po mnie styliści. Zaprowadzili mnie do Athely , która znajdowała się w Centrum Odnowy.
- Wyglądasz na smutną.- powiedziała do mnie Athela, kiedy stanęłam w drzwiach mojego pokoju przygotowawczego.
-W nocy nękały mnie koszmary.- oznajmiłam i usiadłam przy toaletce. Stylistka od razu zabrała się do rozczesywania moich rudych włosów, które następnie zostawiła rozpuszczone.
Podczas robienia  makijażu, Athela opowiada mi o moim stroju.
-Masz być szykowna i prosta. Nic więcej.- powiedziała i rozkazała zamknąć oczy.
Po umalowaniu, zostałam zaprowadzona do szafy, skąd kobieta podała mi długą czarną suknie, i następnie pomogła mi ją założyć.
Gdy stanęłam przy lustrze, nie mogłam uwierzyć , że to ja.
Ta przestraszona ja, była gdzieś schowana, skąd teraz nie mogła się pokazać.
Ta osoba, która odbijała  się w lustrze, to odważna i stanowcza kobieta.
Spojrzałam na jej rude włosy, które spływały kaskadami po jej ramionach i na jej delikatny wyraz twarzy. 
Na jej kościstym ciele znajdowała się długa , czarna suknia, a jej dekolt sięgał aż do końca żeber.
-To nie jestem ja.- szepnęłam i odwróciłam się stylistki. Spostrzegłam, że koniec sukni leży przy Atheli, która znajdowała się na po drugiej stronie pokoju.
-To jesteś ty.- powiedziała i podeszła do mnie.- Pamiętaj jednak, że przy wywiadzie nie możesz być za słodka. Masz być miła  i stawiaj zawsze na swoim.  Tak jak byś była królową.
-Ten kto się nazywa władcą, ten nim naprawdę nie jest*- wyszeptałam  i z trudem podreptałam do stolika z jedzeniem. – Jeżeli nie będę okazywać tego, że jestem  jedną z kilkunastu umalowanych panienek, to nigdy nią nie będę.
-A chcesz nią być?- zbiła mnie z tropu Athela.
-Chcę być  tą jedyną.-  powiedziałam po chwili zastanowienia.
~~~
- Witam wszystkich!- rozbrzmiał  w Panem wesoły głos Ceaser’a Filckermana, który już od  lat prowadzi wywiady z trybutami. – Czas na prezentacje trybutów, prawda?- spytał się tłumu, który odpowiedział krzykami i wiwatami.- No dobrze. Więc zacznijmy! Zapraszam  Ness Perez z Dystryktu Pierwszego!- na scenę wkroczyła dziarska szesnastolatka w jaskrawo fioletowej sukience, która usiadła na czerwonym fotelu, tuż obok siedzenia Ceaser’a. Była ciągle podekscytowana tegorocznymi Igrzyskami.
Jednak czas się skończył i na scenę wkroczył Dareen Bron, który przyrzekł wszystkim oglądającym,  że jeszcze tu wróci.
Moja sojuszniczka z Dwójki , była tak samo zabójcza jak Ness.
Jane  i Legolas z Trójki kompletnie olewali stojące przed nimi kamery i rozmawiali z Ceaser’em jak, ze starym znajomym.
Czwórka i Piątka, wyszła nie najgorzej.
Kiedy wyczytali moje imię, znowu zaczęłam się denerwować, tak jak na pokazie umiejętności.
-Witaj Shireen!- powitał mnie Ceaser , gdy usiadłam. – Masz piękną ,długą suknię! Tylko zazdrościć twojej stylistce!
To prawda, ponieważ podczas wchodzenia na scenę, materiał, który akurat mam na sobie, wił się po całej podłodze.
-Dziękuje.
-Więc, jak się czujesz w Kapitolu. Zostałabyś tu na dłużej?
-Oczywiście. Jest tu tak pięknie.- Oznajmiłam i z uśmiechem zwróciłam się do publiczności.- Nigdy nie poznałam tak uroczych ludzi.
-To bardzo miłe.
- Jest tu o niebo lepiej niż w Szóstce.- Bardzo ciężko wypowiedziałam te słowa. Tęsknie za domem.- Kiedy wrócę z areny, z trudem w sercu będę musiała opuścić to przepiękne miejsce.- powiedziałam i złapałam się za klatkę piersiową, tak jakbym się wzruszyła.
-Z największą chęcią cię przyjmiemy.  Prawda?- zwrócił się do publiczności, która od razu rozbrzmiała z zachwytu.- Teraz przejdźmy do Igrzysk. Nie boisz się?
-Absolutnie. Świetnie się przygotowałam i uważam , że zdobyłam dobry wynik.
-Masz zamiar pokazać coś specjalnego na arenie?
-To tajemnica między mną, a moimi sojusznikami.- szepnęłam.
-Jeszcze jedno pytanie, przed końcem. Wszyscy obywatele Kapitol podawali pytania, dotyczące was. Na ciebie , droga Shireen , padło akurat jedno z najtrudniejszych. Czy jesteś gotowa?
-Zawsze i wszędzie.- powiedziałam z poważną miną.
-  Na co ważnego byś wydała pieniądze po wygranej?- spytał się Ceaser.
-Na pewno , pomogłabym moim bliskim, oraz pokupowałabym jedzenia dla tych mniej zamożnych.- westchnęłam.- Resztę przeznaczyłabym innym biedniejszym Dystryktom, na potrzeby finansowe.
Jak było słychać, kilka osób jęknęło z zachwytu.
-To bardzo charytatywne  z twojej strony. Zachowujesz się jak…
-Królowa.- skończyłam , gdy zadzwonił gong. Wstałam ,posłałam kilka wymuszonych uśmiechów do tłumu,  pożegnałam się z Ceaserem i zeszłam ze sceny.

* i ** pochodzą z serialu Gra  o Tron, oraz książek Georga R. R. Martina ,,Starcie Królów’’ i ,,Nawałnica Mieczy’’

Wiem, nie było.
Ale są wakacje! :D
Pozdrawiam
Slendy

czwartek, 18 lipca 2013

Rozdział 6

Rozdział 6
-Shireen Baratheon.- powiedział głos z głośnika. Wstałam.
Już od dwóch dni ćwiczyliśmy na sali treningowej, aby przygotować się do Igrzysk i pokazu umiejętności.  Opanowałam, prawie do perfekcji ,  umiejętność rozpalania ogniska, rzucania noży do celu , rzutu oszczepem i oczywiście walki cepem.
-Powodzenia.- rzucił oschle Struve.  Nadal był na mnie zły, za sojusz z byłym zawodowcem – Alex McAmy.
Spojrzałam na Emily, lecz ta udawała, że mnie nie widzi. Na pewno chciała tylko sojuszu dla ochrony i co noc będzie się wahać, czy poderżnąć mi gardło.
Nic nie odpowiedziałam i podeszłam do metalowych drzwi, gdzie podobno miałam znaleźć organizatorów.
Same się otworzyły , a kiedy podeszłam kilka metrów dalej – zamknęły się, bez najmniejszej szansy na ucieczkę.
Odwróciłam się od drzwi i okrążyłam salę wzrokiem. To była ta sama, na której trenowałam, przez ostatnie trzy dni. Jednak były tylko dwie różnice. Pierwsza to, że jest kompletnie pusto, a druga, że na piętrze siedzą organizatorzy  i sponsorzy.
-Zacznij.- oznajmił gruby głos nowego organizatora Igrzysk. To był jego pierwszy rok, lecz wszyscy z zapartym tchem czekali  na jego arenę
Wróciłam do rzeczywistości i dygnęłam niedbale. Usłyszałam nieliczne szmery i chichy.
Ręce zaczęły mi się trząść. To jedna z moich wad. Kiedy się denerwuję , to trzęsę się jak galareta. Nienawidzę tego.
Pobiegłam do działu z bronią i wzięłam cep, oraz kilka manekinów z plastiku około mojego wzrostu. Ustawiłam je wokoło siebie ,przed organizatorami i sponsorami.
Zaczęłam każde z nich atakować, a niektóre z nich straciły kilka części ciała.
Spocona i dysząca   spojrzałam na parter.
Główny organizator  groźnie na mnie popatrzył
-Masz jeszcze  dwie minuty! Ogarnij się dziewczyno!- wrzasnął.
Odwróciłam się i pobiegłam do działu z włóczniami i oszczepami. Łzy napłynęły mi do oczu. Nie lubię jak ktoś na mnie krzyczy.
 Wzięłam  pięć włóczni i podeszłam do linii , która oddzielała mnie o jakieś trzydzieści metrów od tarczy.
Rzucałam już drugą włócznię, jednak organizator ogłosił, że mój czas się skończył.
-Przygotuj się na śmierć, dziewczyno.- prychnął i wskazał mi ręką drzwi. Pędem pobiegłam do nich, ocierając raz za razem mokre oczy.
~~~
 Od końca pokazu umiejętności leżałam na łóżku i patrzyłam na sufit, jak martwa , lecz przyszła do mnie  Librae , rozkazała się odświeżyć i pójść na kolację.
Nie chciałam wychodzić do ludzi, źle się czułam i nie za bardzo miałam ochotę słyszeć ciągłe pytania, na temat pokazu.
Jednak nie miałam wyboru i wygramoliłam się z łóżka. Umyłam się , uczesałam włosy , a następnie wyjęłam z szafy jasną, jeansową kamizelkę, beżową sukienkę i botki , również w tym samym kolorze. 
Weszłam do jadalni i usiadłam na końcu stołu, z dala od trajkoczącej grupy.
Zjadłam jakieś mięso i próbowałam odpowiadać na różne krótkie pytania.
I oto nadszedł mój koniec świata-  ogłoszenie wyników.
Usiedliśmy wszyscy na kanapie i włączyliśmy telewizor.
Przed naszymi oczami ukazał się Ceaser Filckerman, który z nierozstającym się uśmiechem i białymi jak śnieg włosami, przywitał wszystkich.
-Zacznijmy!- oznajmił.- Ness Perez, Dystrykt 1.  Zdobyła 9 punktów.- A co ja dostanę?.- Dareen Bron, Dystrykt 1. Zdobył 10 punktów.- Zdjęłam botki i położyłam nogi na kanapie.- Alex McAmy , Dystrykt 2. Również zdobyła 10 punktów…- Spojrzałam na Struve’a. Siedział zdenerwowany na kanapie i bacznym wzrokiem patrzył na ekran telewizora. Spojrzałam tam gdzie on. Chłopak z dwójki zdobył 11 punktów.- Jane Rowling i Legolas Dick, Dystrykt 3. Obydwoje zdobyli 7 punktów…
Przez kolejne kilka minut czekałam na moją kolej.
Wiem tylko o tym, że Emma Black z Czwórki zdobyła jedenaście punktów,  Violet z Dystryktu Piątego zdobyła osiem punktów, a Kevin siedem.
-Shireen Baratheon, Dystrykt 6.- powiedział Ceaser. Wstałam i patrzyłam na ekran. – Zdobyła 9 punktów.
Jednak chcą, żebym zginęła.
-Brawo!- pisnęła Librae, a Fir ścisnął moją rękę.
-Struve Perthshire, Dystrykt 6. Zdobył 11 punktów.- Chłopak odetchnął z ulgą i rozsiadł się luźniej na kanapie.
Rose z Ósemki dostała 7 punktów, Emily Wood z Dziewiątki 9 punktów- tyle samo co ja, a Stella Digger z Dziesiątki zdobyła 6 punktów.
-Zdobyliście wspaniałe wyniki!- pogratulowała nam Librae.- Prawdopodobnie wiecie, że jutro wieczorem jest wywiad, więc będziecie do tego przygotowani. Fir będzie uczył Shireen, a ciebie Struve, będzie przygotowywała Valeria. Jutro pobudka o dziewiątej. Dobranoc!- pożegnała nas i skierowała do pokoi.
Poszłam do swojego i nie przebierając się weszłam do miękkiego łóżka.
Za dwa dni będę już na arenie.

Za dwa dni będę martwa…

~~~ 
Dawno nie było...
W ogóle ktoś to czyta?

poniedziałek, 1 lipca 2013

Rozdział 5


Rozdział 5
Coś gwałtownie obudziło mnie ze snu. Spojrzałam na zegarek.
Ósma rano. O której to jest trening…? Prawdopodobnie o dziewiątej.
Zdążę.
Znalazłam na kanapie czarny podkoszulek z  moim imieniem i numerem szóstym, oraz czarne spodnie i buty.
Czułam się jakbym szła na pogrzeb. Cóż.
Poszłam do jadalni i usiadłam przy stole.
Nikogo nie było, prócz awoks. Jedna z nich nałożyła mi śniadanie, które zniknęło w oka  mgnieniu.
O 8:45 byłam już na sali treningowej, gdzie spotkałam już resztę trybutów.
-Witam.- odezwał się głos za mną. Odwróciłam się. Przede mną stała młoda, jasnowłosa kobieta.- Nazywam się Shenny i moim zadaniem jest wytłumaczenie wam  kilku zasad na temat treningów. Przejdźmy do rzeczy. Nie możecie walczyć między sobą. Będzie na to czas na arenie.- wzdrygnęłam się- Do tej funkcji są przydzieleni specjalnie wyszkoleni trenerzy. – zrobiła małą przerwę, jakby myślała, że nie nadążamy za nią.- Możecie przemieszczać się po całej sali. Postarajcie się wszystkiego nauczyć, ponieważ każda z tych rzeczy przyda wam się podczas Igrzysk. Tu macie dział z broniami- wskazała ręką w prawo. – A tu dział szkoły przetrwania.- pokazała lewą stronę. – Jesteście wolni.
Podreptałam do działu z bronią, razem z połową innych ludzi. Zobaczyłam Struve’a, który kierował się do mieczy.
Szedł z zawodowcami. Dupek.
Pokierowałam się do działu z włóczniami gdzie spotkałam Rose z Dystryktu 8. Próbowałam się z nią jakoś zaprzyjaźnić, by znaleźć sobie sojusznika, lecz na marne.  Jednak z bronią dawałam sobie radę.
Następnie  w dziale z trójzębem zawarłam sojusz z trybutem z trójki – Legolasem Dickiem. Wspaniale się dogadywaliśmy, więc chłopak  poznał mnie z  Alex McAmy z Dwójki, która odłączyła się od zawodowców i z Emily Wood z Dziewiątki.
Byłam niezadowolona, ponieważ wszyscy mieli już swoją , wybraną broń. Jedynie ja – Sierotka Marysia, nie miałam swojej.
Odłączyłam się od grupy i ponownie skierowałam się do działu z włóczniami. Nikogo tam nie było, więc mogłam w spokoju poćwiczyć.
Po półgodzinie umiałam już rzucać do celu, więc postanowiłam poszukać innej broni.  Na samym końcu sali znalazłam cep (Google się kłania ~Slendy). Tak jak poprzednio , nikogo tam nie było.  
Ćwiczyłam, póki nie nastała godzina na lunch.
Usiadłam razem z moimi sojusznikami i następnie trenowaliśmy , aż zrobiło się ciemno.
~~~
 Siedziałam w jadalni razem z mentorami i Struve’m
-Więc jak wam poszedł trening?- z niedowierzeniem spojrzałam na Fir’a.  On powiedział do nas.
-Dobrze.- powiedział Struve, a ja potaknęłam.
-A sojusze?
-Założyłem go razem ze Stellą z Dziesiątki i z Violet i Kevin’em z Piątki. – odparł.
W duchu cieszyłam się , że Struve nie założył sojuszu z zawodowcami.
-A ty? – dopytywał się mentor.
-Ja mam sojusz z Alex McAmy , Legolasem Dickiem .- Celowo nie powiedziałam z jakiego Dystryktu pochodzą. Wiedziałam , że to się źle skończy.
Struve i mentorzy zamarli.
-Co?- grałam jak aktorka, nie powiem.
-Ty… ty zawarłaś sojusz z zawodowcem!- krzyknął Struve. Spojrzałam na niego. Był zły.
-Sam z nimi trenowałeś cały dzień.- mruknęłam i wstałam. – Nie jestem głodna, dobranoc.

Poszłam do swojej sypialni i położyłam się spać. 

~~~
Króciutki  - tak jak tamten ^-^
Rozdziałów nie będzie ,aż do 11 lipca ;_;
Szkoda.
To ja idę kończyć się pakować :3
Pozdrawiam
Slendy

niedziela, 30 czerwca 2013

Rozdział 4

Rozdział 4
Razem z Librae, mentorami , stylistami i Struvem weszliśmy do windy, która przetransportowała nas na szóste piętro. Wyszliśmy z niej i naszym oczom ukazał się wielki i przepiękny apartament. Aż westchnęłam z zachwytu.
-No dobrze, Shireen , Struve. Idźcie do swoich pokojów i przebierzcie się . – powiedziała Librae.- Za pół godziny kolacja.
Do mojego pokoju zaprowadził mnie awoks. Przekroczyłam drzwi i oniemiałam.
Był to  nowocześnie urządzony pokój w jasnych kolorach. Podłoga była wykonana z ciemnego, błyszczącego drewna, a ściany pomalowano na biało. Po prawej stronie wejścia stał szary narożnik, naprzeciw niego telewizor. Wyszłam z przejścia i pokierowałam się naprzód. Trochę dalej ,stało białe łóżko i etażerka z okrągłymi lampami. Pod tym wszystkim leżał zielony, okrągły dywan. Po prawej stronie łóżka, pod ścianą stała biała toaletka , szafa i lustro. Kiedy usiadłam na swoim nowym legowisku, spostrzegłam łazienkę.
Weszłam do niej, zmyłam makijaż, umyłam się pod prysznicem, rozczesałam i wysuszyłam włosy i następnie pokierowałam się  do szafy.  Po trudnym zastanowieniu, wybrałam miętową sukienkę do ud i kremowe baletki.  
Usiadłam na łóżku i czekałam na Librae , jednak nie przychodziła.
Na etażerce zauważyłam jakąś książkę.
Otworzyłam na pierwszej stronie i zaczęłam czytać. 
Z lektury wyrwał mnie Struve.
-Zostaw tą książkę i chodź na kolację!- roześmiał się i zaprowadził mnie do jadalni.
 Przy stole usiadłam między nim a Athelą.
Podali  zupę warzywną, a następnie różowy ryż, krewetki i sałatkę owocową.
-Jutro zaczynacie treningi.- zachęcała nas do rozmowy Librae, kiedy podawano ciasto– Postarajcie się czegoś nauczyć.
Jednak nikt jej nie odpowiedział.
Zjedliśmy i poszliśmy do salonu, gdzie włączyliśmy telewizor. Pokazywano powtórkę tegorocznej parady.
Nasi styliści wymieniali między sobą uwagi na temat strojów innych trybutów, jednak ja w ogóle się nie kwapiłam by dołączyć do rozmowy.
Ciekawe co robi moja rodzina. Może mnie oglądała? Annabeth musi się czuć fata…
-A ty co myślisz?-  zapytał stylista Atalę .
Po jakiej godzinie, Librae rozkazała nam iść do pokojów.  Uczyniłam to.
~~~
Było pół do trzeciej, a nadal nie mogłam zasnąć.
Postanowiłam się trochę pospacerować. Założyłam szlafrok i baletki, w których byłam na kolacji.
Doprawdy, gustowna kreacja.
Stukot moich butów musiał obudzić cały apartament, lecz nie robiłam sobie z tego wielkiego problemu.
Zauważyłam światło w jadalni i odwróconą ode mnie postać. Skierowałam się tam.
-Hej, co tu robisz? – spytałam się. Osoba odwróciła się do mnie. Był to Struve z butelką wina. Chłopak trochę się zakołysał i chciał do mnie podejść, jednak zrobiłam unik.
-Jesteś pijany.- wymamrotałam i odebrałam mu butelkę. Poszłam do łazienki i wylałam alkohol do umywalki.  
-Co ty zrobiłaś!- wrzasnął Struve. Podałam mu butelkę.
-Proszę. Tylko spróbuj sobie niczego nie zrobić. A! – powiedziałam.- Pamiętaj, że jutro mamy trening. Dobranoc.- Wychodząc ,zaklaskałam w dłonie, dzięki czemu światło zgasło. Idąc dalej, usłyszałam stukot łamanego szkła.
-Struve?!- krzyknęłam i pobiegłam z powrotem do jadalni. Zapaliłam światło i ujrzałam szkło na podłodze oraz płaczącego trybuta, skulonego w kącie.
Zobaczył mnie  i ruszył się, by posprzątać.
-Zostaw to.- rozkazałam i uklękłam .- Pokaleczysz się.
Zebrałam szkło i wyrzuciłam je do kosza. Następnie podeszłam do Struve’a i podałam mu rękę do wstania.
-Chodź, pomogę ci.
-Nie chcę umierać…- wybełkotał.
-I nie umrzesz. Wstawaj.

Zaprowadziłam go do jego pokoju , a następnie poszłam do swojego, gdzie zasnęłam po pięciu minutach.
~~~ 
No, taki króciutki. c:
Jutro postaram jeszcze dodać, bo wczoraj i dzisiaj napisałam dwa ^^
CZYTASZ? KOMENTUJ.
To chyba koniec z mojej strony. Idę oglądać The Last Of Us :))
Pozdrawiam
Slendy

piątek, 28 czerwca 2013

Rozdział 3 i wakacje! :))


Rozdział 3
Obudziłam się wcześnie rano.
Wstałam i ubrałam się w żółtą sukienkę, a następnie poszłam do łazienki.
Po odświeżeniu się, wyszłam z pokoju i  idąc na śniadanie , spotkałam Struve’a.
-Ciężka noc?- spytałam się.
-Ta.- oznajmił i weszliśmy do jadalnie. Usiedliśmy koło siebie i awoksa przyniosła nam omlety.
Kiedy awoks przyniosła kiełbaski, przyszła Librae z naszym mentorem.
-Fir, zjesz coś?- spytała się mentora.
-Z chęcią.- odpowiedział i usiadł koło mnie.
Kolejny posiłek w ciszy.
 -Więc, jak… jak tam jest?- odezwałam się.
-Gdzie?- spytała się Librae.
-Jak jest w Kapitolu? – spytałam się.
-Aaaa.- odpowiedziała piskliwym głosem.- Wszystko jest piękne, drzwi z najdroższego drewna. Same cuda techniczne…
-Jest okropnie.- przerwała  Valeria, wchodząc do pokoju.
Librae oburzyła się i wyszła.
Może Struve nie  za bardzo przepada za naszymi mentorami, ale polubiłam Valerie.
-Więc jak zamierzacie sobie poradzić na arenie?- spytał się Fir. 
Spojrzałam na Struve’a, lecz ten był pochylony nad talerzem i jadł.
Więc to ja mam mu uratować  dupę.
-Potrenuję jakąś bronią – powiedziałam .-  możliwe, że oszczepem. 
-Oryginalna jesteś.- pochwalił mnie mentor .- A ty?-  spojrzał na chłopaka.
Cisza.
-Struve  będzie walczyć mieczem.-  oświadczyłam. Chłopak spojrzał  na mnie spod łba, lecz ja posłałam  mu przenikliwe spojrzenie , oznajmiające ‘’pomóż mi’’.
Ale jak zwykle, nie odezwał się.
~~~ 
Po posiłku, przybiegła Librae i piszczała, że jesteśmy w Kapitolu.
Wjechaliśmy do ciemnego tunelu, gdzie zatrzymaliśmy się.
Z pociągu wyszliśmy pod eskortą Strażników Pokoju, którzy odprowadzili nas do samochodu.
Dojechaliśmy nim  do Centra Odnowy i zostałam przekazana w ręce moich stylistów- Auriculy, Savery i Leonisa.
Kąpali mnie w przeróżnych olejkach, podcięli mi kilka milimetrów włosów i następnie Savery odprowadziła mnie do małego pokoju, gdzie mieściły się dwa fotele, toaletka, szafa i stół z jedzeniem.
Podeszłam do stołu, wzięłam ciastko i usiadłam na fioletowym fotelu.
Po jakimś czasie przyszła do mnie brązowowłosa  kobieta w granatowej sukience.
-Witaj Shireen, mam na imię Athela.- przedstawiła się i pokierowała mnie do toaletki.
Na początku rozczesała mi włosy i na ich końcówkach zaplotła mi warkocza.  Na moją bladą twarz nałożyła  puder rozświetlający , a powieki pomalowała na szary kolor.
-Teraz tylko strój.- oznajmiła Athela i zaprowadziła mnie do szafy, skąd wyjęła komplet w kolorze oliwkowym i szarym. Założyłam go , a następnie do mojego przedramienia została doczepiona rozpłaszczona opona sięgająca do kostek.
Athala pomogła mi założyć długie , szare buty na obcasie i poszłyśmy do windy. Na parterze spotkałam mentorów, Struve’a ubranego tak samo jak ja i Librae.
-Spróbuj uśmiechać się do trybunów.- szepnęła mi do ucha Valeria , kiedy szłam w kierunku rydwanu.
Struve pomógł mi na niego wejść i czekaliśmy.  W końcu wrota otworzyły się, zabrzmiał hymn Panem i usłyszeliśmy ryk tłumu. Trybuci z Jedynki wyjechali.
-I oto oni!- oznajmił głos Claudiusa Templesmitha .- Ness Perez i Dareen  Bron z Dystryktu Pierwszego!-  Piękne loki Ness opadały na jej czarną sukienkę z powpinanymi kryształami o kolorze krwi. Dareen miał czerwoną marynarkę i spodnie, oraz czarne buty- również z kryształami .
W końcu rydwan z Piątką wyjechał.
-Denerwujesz się?- spytał Struve.
-Nie.- odpowiedziałam i wtedy konie ruszyły.
-I oto słodka Shireen Baratheon i tajemniczy Struve Perthshire z Dystryktu Szóstego!
 Nie ! Nie chciałam być słodką dziewczynką, czekającą na pomoc sojusznika!
Jechaliśmy przez rynek. Czasami widziałam siebie i Struva na telebimie, lecz po chwili znikaliśmy.
Spoglądałam na ludzi.
Nie na widzę ich, ale uśmiechałam się do nich. Możliwe , że któryś z nich pomoże mi na arenie.
Dotarliśmy na plac, gdzie chorowity Prezydent Snow ogłosił swoją mowę o naszej odwadze i poświęceniu. Kompletne bzdury.
Następnie zrobiliśmy kilka kółek wokół rynku i stanęliśmy przed Ośrodkiem Szkoleniowym, gdzie ekipy przygotowawcze okrążyły nas.
-Byliście cudowni!- krzyknęła Librae na całą sale. Kilka trybutów się do niej odwróciło i patrzyli na nią jak na nie normalną, lecz panna Erwin nie robiła sobie z tego żadnego problemu.
Odeszłam od tłumu i skierowałam się do mojego rydwanu, gdzie zastałam konie.
Wzięłam kilka kostek cukru z kubełka i nakarmiłam je.
-Hej- powiedziała niejaka Jane z Trójki  i podeszła do konia, którego akurat karmiłam.
-Cześć.- odpowiedziałam i spojrzałam na jej strój. Miała na sobie sukienkę, z której zwisały kolorowe kable. – Ładny strój.
-Dzięki. Twój też jest ła…
-Shireen! Chodź!- krzyknął do mnie  Struve.- Musimy już iść!
-Miło było poznać.- powiedziałam i podreptałam do mojego współtrybuta.

(Obrazek pochodzi z DeviantArt i nie jest on moją własnością.)
~~ 
Chciałabym życzyć wszystkim czytającym (jeżeli ktokolwiek tu wchodzi) wspaniałych , słonecznych wakacji, oraz żeby brak internetu wam za bardzo nie doskwierał! c:
Wyjeżdżam w poniedziałek ( 01.07) , więc spróbuję dodać dwa rozdziały przed oto tym dniem.
Pozdrawiam
Slendy

niedziela, 23 czerwca 2013

Rozdział 2

Rozdział 2
Zostałam zaprowadzona do jednego z pokojów w Pałacu Sprawiedliwości.
Tam usiadłam na puchatym, beżowym dywanie i podkuliłam  nogi.
Wszystkie moje uczucia wypłynęły na powierzchnie. Na początku śmiałam się jak głupia, potem zaczęłam rzucać wszystkimi poduszkami i miękkimi rzeczami, następnie skuliłam się w kącie jak mała dziewczynka i lękałam się każdego dźwięku , a na samym końcu nastały łzy.
W takim stanie zastała mnie rodzina.
-Shir…- powiedział ojciec, klękając koło mnie.- Nie możesz się załamywać. Postaraj się wygrać.
-Tato ja nie dam rady- powiedziałam pół szeptem.
Annabeth podeszła do mnie i przytuliła się. Jaki ja dałam przykład siostrze?
Pod koniec żegnania, wstałam i podeszłam do brata.- Masz o nich dbać.- powiedziałam i przytuliłam się o niego. Kiedyś o mały włos on by pojechał na Igrzyska. Miałam wtedy osiem lat. Były to 2 dożynki mojego brata. Wylosowano go, jednak ktoś zajął jego miejsce. Jak już mówiłam, szczęściarz. Czemu ja tak nie mam?
-Słu..- urwałam, ponieważ wszedł Strażnik Pokoju i z trudem wygonił moją rodzinę.
Potem już nikt nie przyszedł. Usiadłam na kanapie i czekałam, aż przyjdzie po mnie Librae.
Jednak zamiast niej przyszła mentorka. Okazało się, że nazywa się Valeria Flamsted.
Była dość miła.
Mentorka zaprowadziła mnie do Librae, gdzie czekał już na mnie mentor numer II i Struve.
Chłopak wyglądał tak jakby płakał.
Na tyłach Pałacu Sprawiedliwości czekał samochód, który zawiózł nas na dworzec. Zauważyłam, że za ogrodzeniem stała moja rodzina i burmistrz.  Nie chciałam się rozpłakać, jednak uroniłam kilka łez.
Następnie przyjechał ekskluzywny pociąg. Weszliśmy do niego i ruszył.  Postanowiłam iść do przedziału, gdzie znajduje się telewizor. Usiadłam na kanapie i włączyłam go. 
Pokazywano tegorocznych trybutów. Z Jedynki 16 letnia Ness i 18 letni Dareen. Z Dystryktu 2 jakaś siedemnastolatka i piętnastoletni chłopak. Jak na zawodowców wyglądali na niegroźnych. Z Trójki szesnastolatkowie, a z Czwórki siedemnastolatka i jakiś chłopak. W Piątce wylosowano siedemnastoletniego Kevina i piętnastoletnią  Violet. Następnie pokazano mnie i Struve’a. Z  Dystryktu 7 wylosowano trzynastolatkę i osiemnastolatka. Z Ósemki pochodzi szesnastoletnia Rose Holly i dwunastoletni  Skene. Dziewiątka to czternastolatka i trzynastolatek, a w Dziesiątce przykuła mi uwagę Stella Digger. Z Jedenastki siedemnastolatkowie, a z Dwunastki osiemnastolatek i piętnastolatka.
Komentatorom programu spodobał się skład tegorocznych Igrzysk i następnie pojawiły się reklamy oznajmiające koniec dożynek.
Wyszłam z przedziału i szukałam swojego pokoju. W końcu spytałam się stewardesy o drogę i po kilku minutach leżałam już na łóżku.
~~~
-Kolacja!- oznajmił piskliwy głos Librae. Szybko się przebrałam w szarą koszulkę na ramiączka, ciemne spodnie i baletki.
Gdy przyszłam, wszyscy już byli w jadalni. Usiadłam koło Struve’a i zaczęłam jeść zupę o kolorze brzoskwini.
Mentorzy nawet nie zwrócili na nas uwagi. Tylko jedli i rozmawiali ze sobą.
W końcu Struve’a nie wytrzymał. Walnął pięścią w stół , wstał i krzyknął:
- Oo, przepraszam! Przerwałem rozmowę?! Przerwałem?! Więc teraz posłuchajcie mnie! Jeżeli nie obchodzi was moje i jej życie to chociaż nam to powiedzcie! Sami sobie pomożemy, bez was!
Gdy chłopak zorientował się, że nastała kilku minutowa cisza, głośno usiadł i napił się soku.
-Uważajcie na trujące rośliny.- powiedziała Valeria.
Struve spojrzał na nią ze zdziwieniem, po czym wyszedł. Zostawił mnie na pastwę losu tym narkomanom. Zapłaci mi kiedyś za to.
Jednak podczas posiłku nikt się już nie odzywał.
Po kolacji poszłam pod drzwi pokoju Struve’a.
-Hej, jesteś tam?- spytałam i zapukałam w  drzwi. Chłopak wpuścił mnie.
-Po co przyszłaś?
-Nie uważasz, że trochę za ostro potraktowałeś mentorów?- spytałam się i usiadłam na łóżku.
-Nie. Powinni sami zacząć wątek z dobrym przygotowaniem  na arenę- a nie trybut.
-Jakbym przeżyła, to bym zawsze pomagała tym dzieciakom. – powiedziałam.
Cisza.
-Kto do ciebie przyszedł?- spytałam cicho po kilku minutowej ciszy.
-Ojciec i przyjaciel.- odburknął. – A do ciebie?- spytał łagodniej i próbował wyłapać mój wzrok, jednak nie patrzyłam na niego.
-Rodzina. Tylko rodzina, nigdy nie miałam przyjaciela…
-Teraz już masz.- powiedział Struve i uśmiechnął się szeroko. Odwzajemniłam uśmiech.
Przez kolejne pół godziny rozmawialiśmy o życiu w naszym rodzinnym Dystrykcie i o odczuciach z wylosowaniem.

Późnym wieczorem wróciłam do pokoju i położyłam się do łóżka.

~~~ 
Uważam , że ten rozdział nie trzyma się kupy xD
Jakiś taki... zwyczajny, prosty.
Obiecuję , że następnym razem się postaram. :)
Pozdrawiam
Slendy