niedziela, 6 października 2013

Rozdział 11



Idąc tak usłyszałam melodyjny , kobiecy głos.
Był tak piękny, że wszystko na tej arenie wydawało się radosne.
Przystanęłam przy jakimś drzewie i zaczęłam słuchać jak najdokładniej. Nie umiałam zrozumieć słów. Prawdopodobnie pochodziły z jakiegoś starego języka. Był magiczny.
Nie mogłam również rozróżnić kto to śpiewał. Może jakiś zabłąkany trybut chciał sobie umilić czas?
Zaczęłam iść za dźwiękiem. Omijałam zaczarowane śpiewem drzewa, krzaki i ptaki.  Nawet kapanie wody z liści czy z patyków, zamilkło.
Nagle piosenka wydawała się bliższa. Schyliłam się i podeszłam do krzaków.
Naprzeciw mnie  znajdował się sojusz, składający się z  dwóch chłopców i dwóch dziewczyn.  Jedna z nich śpiewała i siedziała naprzeciw ogniska. Reszta czyściła bronie lub jadła.
-Możemy już iść?- zapytał się Struve, który zajmował się swoim mieczem.
-Po co?- zaśmiała się Stella, zajadając pieczone mięso.- Przyjemnie tutaj.
-Każdy nas może zobaczyć.-  spojrzał na wszystkich posępnym wzrokiem.- Nie wiem jak wy, ale nie czuje się tutaj bezpiecznie.
-To sobie idź.- Kevin obgryzał kurczaka, siedząc koło śpiewającej Violet.- My tutaj zostajemy.
Struve westchnął i zaczął walczyć  z niewinnym drzewem.
-Przestań.- powiedziała dziewczyna z Dziewiątki.- Będziesz miał tępy miecz i zagłuszasz piosenkę.
-Muszę na czymś ćwiczyć.- warknął trybut.
-To sobie kogoś znajdź i poćwicz.- zaśmiał się Kevin. Struve już wiedział, że nie ma szans dyskutować.
Zrozumiałam, że robi się niebezpiecznie, ponieważ chłopak zaczął krążyć wokoło terenu.
Cofnęłam się.
-Co to było?- Violet przestała śpiewać.- Słyszeliście? Jakby łamanie gałązki.
Wszyscy wstali.
-Ktoś tu jest.- zasyczała Stella i zgarnęła swoje noże.
Przestraszona , powoli wycofywałam się.
Chodzący Kevin, nagle zamarł.
-Słyszę coś.- cicho, powoli, spokojnie Shireen…- Tam!
Cały sojusz spojrzał w moje krzaki. Jednak mnie już tam nie było.
-Ruda!- roześmiała się Stella, przedłużając słowo.
Biegłam ile sił w nogach. Dyszałam i omijałam drewniane alejki. Zmieniałam  kierunki, jednak miałam ich na ogonie.  Moje cholerne, rude włosy! Wszędzie je widać…
Gwizdy, śmiech i drwiny nie miały końca. Z każdą chwilą, było im bliżej do złapania swojej zdobyczy.
-Struve! Nie guzdraj się tak! Znaleźliśmy ci kogoś do poćwiczenia!-  gadała Violet.
Kilka metrów później, uświadomiłam sobie, że biegnięcie w tym kierunku, było złym pomysłem.
Dotarłam do klifu.
Stanęłam, przestraszona. Dysząc, odwróciłam się. Ujrzałam całą zgraję.
-Kto tu dzisiaj ma pecha?- zapytała z ironią Violet i obaliła mnie gładką częścią trójzęba. Uderzyła dokładnie w brzuch.  Łapałam powietrze, jak ryba na lądzie.
Dziewczyna zaczęła mnie kopać.- To cię oduczy wkradania się na prywatne imprezy.- zażartowała.
-Przytrzymajcie ją!- zagrzmiał Kevin.
Kopałam, gryzłam i wrzeszczałam. Nic nie pomogło. Każdy złapał mnie za jakąś część ciała, prócz Kevina.- Mam nadzieje , że będziesz się dobrze bawić.- zaśmiał się i wyjął  mały, ostry nóż zza pleców.- To mój ulubiony.
Zaczęłam płakać i szarpać się.- Błagam, zostawcie mnie!
-Zamknij się!- Kevin zdzielił mnie w twarz. Na policzku pojawiła się różowawa pręga.- Zamknij się, albo…
Chłopak zachwiał się i upadł na kolana. Violet od razu rzuciła się do niego.- Kevin, nic ci nie jest?- zapytała i złapała go za rękę.
-Co do…- zapytał niemrawym głosem.
Strzała przecięła powietrze i trafiła w plecy Kevina. Upadł na twarz.
Jego wystraszona współtrybutka spojrzała niego i odwróciła go na plecy.-Kevin!- pisnęła.
-Za późno.- z lasu wyszedł Legolas z napiętym łukiem, celującym w nią.- Nie żyje.
  HUK!
Z powodu zamieszania , wszyscy patrzyli na niego.  Ale nie ja.
Zauważyłam, że Struve  niechcący poluzował ucisk w mojej lewej ręce. Szybko wyciągnęłam sztylet i powaliłam go z łokcia. Żelazo wbiłam w otwartą dłoń Stelli. Dziewczyna ryknęła i złapała za rączkę broni.
Oszołomiony Struve wstał, zgarnął ekwipunek i uciekł do lasu.
-Tchórz!- wrzasnęła Stella i  rzuciła się na mnie. Następnie turlałyśmy się po ziemi, jak dzikie zwierzęta.
Legolas strzelił w nogę dziewczyny, dzięki czemu przestała się szamotać. Odepchnęłam ją w stronę klifu. Stella nie zdążyła się złapać skały i spadła.
-Nic ci nie jest?- Legolas podbiegł do mnie.
-Nie. Gdzie Violet?
-Uciekła.- chłopak podał mi dłoń.- Wstawaj, musimy iść.
-Ale gdzie?

-Do schronienia. Tam czekają na nas dziewczyny.
~~~ 
Jej, nowy rozdział ;/
W ogóle mi się nie podoba...

A tak a propo , zapraszam na NOWEGO BLOGA . 
Wydaje mi się o wiele, ale o WIELE lepszy od tego ;-;
Zapraszam i pozdrawiam
Slendy
(Szatan z siódmej klasy to zuo ;-;)

niedziela, 15 września 2013

Rozdział 10

Z playlisty wybierz piosenkę ,,Robin Schulz -Lady Of The Sunshine ''.    
Rozdział 10

Po incydencie z martwą wroną, ruszyłam dalej.
Wędrowałam między drzewami, krzakami i dzikimi, niegroźnymi zwierzętami. Znalazłam słodką wodę, którą napełniłam metalowy bidon.
Gdy tak dalej szłam i szukałam swoich sojuszników, usłyszałam huk
To już dziewiąty w tym dniu.
Czemu tak dużo?! Przecież jesteśmy tylko dziećmi! Niektórzy z nas są tacy mali, że miecz jest za nich za ciężki. Dlaczego co roku, każda rodzina boi się, że któraś z ich ukochanych osób zostanie wylosowana? Kapitol wpaja nam ,że to tylko gra. Ale czy na pewno?
Co roku, w każdym dystrykcie, na dożynkach pokazują nam film. Niezniszczalni trybuci, mają nam tłumaczyć, że walczymy dla dumy dystryktu i naszych rodzin, oraz dla honoru.
Ale niektórzy z nas mają przecież gówno zamiast honoru. Jak uważam, zaliczam się do tego grona.
Nagle poczułam zimny powiew. Tak silny, że zdmuchnął liście z ziemi. Ciemnie cienie chmur osiadły się po kontach areny. Tak ciemne, że niektóre rzeczy, były po prostu niewidoczne.
-Świetnie.-mruknęłam, gdy poczułam na karku chłodną, mokrą łzę nieba.- Deszcz!
Naburmuszona usiadłam pod wielkim liściem i czekałam na koniec.
Jednak, nie nadszedł.
Co innego mam robić, niż siedzenie pod cienkim liściem?
Iść, ano właśnie.
~~~
Nakryta dużymi liśćmi, cała przemoczona i prawdopodobnie chora, dotarłam do stromych skał i gruzów. Znalazłam sobie małe miejsce, nasunięte kilkoma głazami. Było tam małe okno na widok. Dla pewności pozasypywałam kilka z nich kamieniami. Usiadłam na twardym podłożu i odetchnęłam.
Zjadłam krakersa, napiłam się wody i zrobiłam porządek w plecaku. Co z tego , że miałam małą ilość rzeczy. Czystość zawsze się liczyła w moim domu.
Uśmiechnęłam się na to wspomnienie.
-Nie! Proszę!- nagły krzyk odpędził moje bezpieczeństwo. Skuliłam się jak, najbardziej mogłam i czekałam , przyglądając się wszystkiemu przez szczelinę.-Zrobię wszystko!
-Nie jesteś już nam potrzebny.- znużony głos Kevina dobiegł do moich uszu. Usłyszałam lekką szarpaninę. Kilka kamieni zleciało z kamiennego pagórka.
Wtem usłyszałam głośne uderzenie. To błagający trybut spadł na ziemie, tuż pod moją kryjówkę
Pisnęłabym, gdyby nie to , że zasłoniłam dłonią usta.
Gdy uszedł z niego ostatni oddech życia, przypatrzyłam się  jego rysom twarzy i kasztanowym włosom. To chłopak z Czwórki.
HUK!
-Kevin! Chodźmy już, nie chcę przemoknąć.- rzekła Stella Digger , trybutka z Dziewiątego Dystryktu.
-Dobra.- burknął. Przez chwilę słyszałam plaskające stukoty butów, które niestety nie określały ilości osób, lecz następnie wszyscy posłuchali rady Stelli- było za mokro.
Woda zaczęła powoli przelatywać przez kilka otworów. Położyłam plecak jak na najwyższym punkcie, aby nie zmókł. Po chwili przyleciał poduszkowiec, po martwe ciało. Kiedy szczypce zabierały go na pokład, ściekały z niego strumienie.
Jak widać, nie robili sobie problemu z mojego towarzystwa. Pewnie myślą, że nie rzucę się na nieboszczyka i razem z nim dotrę na górę. I mają rację.
Pogoda zaczynała się uspokajać, więc wyszłam na zewnątrz.  Padała lekka mżawka.
Raptem nad głową przeleciało  srebrne, pikające pudełko ze spadochronem.
Stłumiłam krzyk i ze strachu odsunęłam się gwałtownie. Przecież każdy ma możliwość ze mną pogrywać, a to może być bomba, albo gaz.
Gdy prezent spadł na ziemie, wzięłam twardy, obciekający wodą patyk i trącałam przesyłkę.
Gdy uświadomiłam sobie, że jest bezpiecznie wzięłam pudełko w obie ręce. Pewnie widzowie z Kapitolu mieli ze mnie niezły ubaw.
Ze środka wyciągnęłam list zaadresowany do niejakiej Shireen Baratheon.
Bądź bystra i myśl uważnie.
Ten kto jest twoim sojusznikiem , jest i także twoim wrogiem.
Powodzenia, Valeria.
Czyli ktoś o mnie myśli…
W przesyłce znajdowała się również … kanapka?!

Nadal wystraszona, po wcześniejszym wydarzeniu z Czwórką zjadłam swój posiłek i pełna energii ruszyłam w nieznane.
~~~ 
Laptop naprawiony! Tylko 150 złotych w tył...
Moim zdaniem  z każdym rozdziałem jest coraz ciekawiej! ;)
Pozdrawiam wszystkich czytających i komentujących.
Slendy

niedziela, 1 września 2013

Rozdział 9

Rozdział 9
-Sześćdziesiąt.- zaczął odliczać męski głos.
Znajdowaliśmy się w wulkanie. Naprzeciw każdego trybuta mieściło się jezioro lawy z wysepką na środku- Rogiem Obfitości. Płaskie ,a zarazem zdradzieckie kamienie dryfowały po pomarańczowej wodzie.  Z wulkanu można było wyjść licznymi tunelami, które prawdopodobnie zaprowadziłyby  nas na zewnątrz.
-Pięćdziesiąt.
Cep znajdował się w samym środku budowli, co prowadziło do tego, że muszę wskoczyć w sam środek pola walki. Wszyscy będą walczyć jak kruki o padlinę, a ja mam zamiar do nich dołączyć.
-Czterdzieści.
Stylistka kazała mi nie podchodzić zbytnio do Rogu Obfitości, ale co innego mam zrobić? Każdy plecak, oraz broń znajdowała się po drugiej stronie brzegu.
-Trzydzieści.
Emily kiwnęła mi głową w stronę północnego wyjścia.
Ta, jasne i co mam jeszcze zrobić, wskoczyć w ogień?!
Przecież ona dokładnie się  tam się znajduje!
-Dwadzieścia.
Lawa zaskwierczała , zapraszając nas do zabawy.  Trybuci oddychali, nierównym oddechem. A drzewa… czy ja słyszałam szum liści?!
-Dziesięć.
Nachyliłam się do biegu, czując ciepłe opary.
-Pięć. Cztery.
Tylko się nie spal, tylko się nie spal, tylko się nie spal.
-Trzy. Dwa. Jeden.
Rzuciłam się na najbliższy kamień i próbowałam zachować równowagę. Następnie skoczyłam na kolejny, który przybliżał mnie do Rogu.
Poczułam lekkie potrząśnięcie. Odwróciłam się. Nie jestem jedynym marynarzem na tym statku.
Ness Perez  powaliła mnie na twardą skałę, próbując przybliżyć moją głowę do lawy.  Zaczęło śmierdzieć spalonymi włosami. Zrzuciłam dziewczynę na bok i pięści same startowały do okładania po jej głowie.
Po chwili świst lecącego oszczepu przerwał moje działanie. Muszę iść po broń.
Zostawiłam, swoją niedoszłą zabójczynie i pobiegłam do Rogu, przeskakując ostatnią szczelinę między kamieniem a wyspą.
Zgarnęłam jakikolwiek nóż, oraz plecak i ruszyłam w głąb walki.
Podczas biegu, słyszałam wrzaski i fetor palących się trybutów. A jeszcze dwa dni temu jedliśmy razem lunch…
Zabrałam cep gwałtownym ruchem, gdyż dziewczyna z Ósemki, chciała mi w tym przeszkodzić. Uderzyłam ją z rozmachem w brzuch i uciekłam do najbliższej drogi wyjścia.
Przez pewien czas błądziłam w tunelu. Kierunki rozpoznawałam po odgłosach walki z Rogu Obfitości.
Mogłam ją zabić… Kogo? Tą… tą dziewczynę z Ósemki, Rose. ONA chciała cię zabić, więc teraz stul pysk i idź dalej!
Wariuję, wariuję , wariuję!
-Gdzie jest to cholerne wyjście.- mruknęłam
Jak na zawołanie znalazłam ujście z ciemnej groty.
Wszędzie były liściaste drzewa, kwiaty , przeplatane strumykami i górami. No świetnie, utknęliśmy w dżungli.
Zanim zrobiłam jakikolwiek postój, przeszłam kilkadziesiąt metrów. Przecież musiałam się czuć bezpiecznie.
Usiadłam koło krzaków i wyjęłam wszystkie rzeczy z plecaka. Maść, chusteczki, pusty bidon oraz suche krakersy ponownie wylądowały w mojej ‘’torbie podróżnej’’.
Po chwili zastanowienia, postanowiłam zostać tu na jeszcze trochę.  Rozglądałam się jak oniemiała, jednak całą magię przerwało osiem huków. Osiem jak Dystrykt Ósmy, jak Rose z Ósemki, która pewnie leżała teraz martwa.  Dzięki mnie.
Koło mnie znajdował się krzak. Zaczęłam skubać jego zielone liście, gdy nagle na ziemie spadła jagoda.
- Jagody!- krzyknęła z zachwytu Annabeth. Dziewczynka od razu podbiegła do krzaków i oderwała jeden owoc, pokazując go siostrze.
-Zostaw , może być trujące.- Shireen wyrwała kulkę jej małej  piąstki.-Chodź, musimy iść do domu. Jesteśmy za blisko ogrodzenia, Strażnicy nas pogonią. Nie chcesz  tego, prawda?
-Nie.- odparła, skarcona.
Kiedy dwie siostry, jedna trzynastoletnia, a druga czteroletnia, ponownie rozpoczęły swoją wędrówkę, mały , wychudzony chłopiec podszedł do pięknego, owego krzaku z jagodami. Podniósł  z ziemi opuszczoną kuleczkę i powąchał ją.
Od tak dawna nic nie jadł… Był taki głodny…
- Zostawiłam tam  moją lalkę! -powiedziała Annabeth.
-Pójdziesz sama?- spytała siostra.
-Oczywiście.- oznajmiła dumnie i podreptała do miejsca pod ogrodzeniem. Jak przewidywała, znalazła tam swoją zabawkę.
Jednak, gdy podniosła wzrok…
-Shireen!- krzyknęła rozpaczliwie.

Po tym tragicznym wydarzeniu, krzak spalono, a chłopca pogrzebano. Nie wiadomo, kto był jego rodzicem, nikt się nie zgłosił po jego ciało. Teraz kolejne dziecko leży w bezimiennym grobie…
-Quark!-  Smukły ,ciemny kruk podleciał do mojej osoby. Ptak wylądował na ziemi w poszukiwania ziarna.
-Witaj mój mały przyjacielu.- szepnęłam.- Chcesz może trochę jagódki?
Kruk odpowiedział mi swoim ptasim odgłosem, co wzięłam z ‘’tak’’.
Urwałam kawałek owocu i podrzuciłam mu pod dziób.
Ptak zaczął skubać .
-Co tu tutaj robisz? – mruknęłam. Przecież w dżungli nie ma kruków. Przynajmniej tyle pamiętam ze szkoły.
-Quark!- Ptak upadł ma ziemię. Tarmosił się po gruncie, a następnie zamarł. 
Wzięłam pozostawioną przez ptaka połowę mięsistej kupy i przyjrzałam się jej.
Od tej samej kulki zginął Peeta Mellark, trybut z Dwunastki z Siedemdziesiątych Czwartych Głodowych Igrzysk.

Ha ha! No świetnie, podrzucili mi tu łykołaki!

~~~ 
no tak, dawno nie było. Otóż miałam, powiedzmy ''mały'' problem z laptopem. 
Zepsuł mi się. Wszystkie trzy rozdział, które napisałam z wyprzedzeniem znikły, przepadły, nie ma ich. Musiałam wszystko pisać od nowa. Dzisiaj w nocy pisałam rozdział z TEGO BLOGA , a cały ranek z tego ;_;
Jestem załamana.
Rozdziały będą się pojawiały rzadziej, bo szkoła.
Wolę się nie przyznawać ile mam lat bo i tak mam teraz łatwo...
Pozdrawiam
Slendy

czwartek, 22 sierpnia 2013

Rozdział 8


Rozdział dedykowany Oldze, Martynie i całej Igrzyskowej Ekipie ;)






Rozdział 8
-Teraz czas na Struve’a  Perthshire’a z Dystryktu Szóstego!- ogłosił Ceaser i na scenę wszedł wysoki , jak i elegancki blondyn.
-Cześć Ceaser’rze!- roześmiał się Struve i uścisnął mężczyźnie dłoń. Następnie usiadł i pomachał do tłumu.
-Jak się czujesz?
-Dobrze.
-Myślisz , że dobrze się przygotowałeś do areny?- spytał Ceaser.
-Chyba tak.
-To wspaniale!- krzyknął szczęśliwie prowadzący.- Co myślisz o innych trybutach, boisz się ich?
-Uważam, że niektóre osoby to twardy orzech do zgryzienia.  Zauważyłem, że kilka z nich nawet nie lubi alkoholu.- roześmiał i uśmiechnął się.
Wzdrygnęłam się.
To ja mu wylałam wino…
- Jak myślisz Struve, co możemy spotkać na arenie?
-Myślę, że będzie tam dużo zwierząt.- zapatrzył się.- Jak przejrzałem starsze edycje Igrzysk, nie było tam żadnych ogromnych , oraz pustych terenów. Same lasy, ruiny. Na pewno w tym roku będzie jakaś pustynia.
-No cóż.- cmoknął Ceaser.- To chyba jedna z najgorszych aren- zaraz po lodowcu…
-Ale raz się żyje!- zażartował trybut, przez co całe trybuny ludzi zaczęły się śmiać.
- Jeszcze jedno pytanie, przed końcem wywiadu. Struve, co myślisz o wywiadzie Shireen?
-Był… spektakularny. Pewnie ma teraz całą kupę sponsorów.
-Zapewnie ty również!- uśmiechnął się Ceaser.
Ding!
-Niestety- twój czas minął.  Dziękuje ci  i mam nadzieje, że jeszcze przeprowadzę z tobą niejeden wywiad.
Struve zszedł ze sceny.
-Niezła z ciebie aktorka.- szepnął mi do ucha.
~~~
Zanim poszliśmy do pokoi, musiało minąć kilkadziesiąt minut do końca wywiadu.
W końcu, kiedy chłopak z Dwunastki skończył swoją rozmowę z Ceaser’em, odśpiewaliśmy hymn i ruszyliśmy do apartamentów.
Od razu rzuciłam się do łóżka, gdzie zaczęły nękać mnie koszmary.
~~~
Na zegarze widniała 05:08
Dlaczego ja do cholery się ciągle budzę?!
Próbowałam różnych sposobów.  Nawet  poprosiłam o środki nasenne, jednak Librae oznajmiła mi, że zaszkodzi mi tylko na dzisiejszych zmaganiach na arenie.
Jednak poddałam się i ruszyłam coś zjeść.
Zamówiłam górę różowej jajecznicy i pochłonęłam ją w całości.
O jakieś 06:30 na śniadanie przyszli mentorzy, Librae i Struve.
- W pokoju masz ubrania.- powiedział smutno Fir.
Na kanapie  w pokoju znalazłam zieloną bluzkę do pępka; krótką ,  ciemnozieloną kurtkę; spodnie , również w tym samym odcieniu, na których były poprzyczepiane kremowe ochraniacze i białe buty.
Ubrałam się i związałam włosy w supeł.
Teraz muszę tylko czekać na piekło.
~~~
-Już czas.- wyjrzała zza drzwi Valeria.
Wstałam i rozejrzałam się. to był, prawdopodobnie mój ostatni pobyt tutaj. Szansa jedna na milion. Ale zawsze jakaś jest.
Razem z Valerią dotarłyśmy na lotnisko, gdzie czekali już na mnie Librae, Fir  i poduszkowiec.
-Będzie mi was brakować.- powiedziałam i przytuliłam ich wszystkich.
-Dasz sobie radę.- szepnął Fir podczas uścisku.
Zamieniliśmy jeszcze kilka , jakby, wzruszających słów i ruszyłam w kierunku poduszkowca.
Tam złapałam się drabiny, która po chwili unieruchomiła prądem moje drobne ciało. Drabina powoli  kierowała się do góry.
Kiedy dotarłam do środka, znowu mogłam normalnie funkcjonować i skierowałam się do siedzeń, gdzie czekała  reszta trybutów.
Usiadłam między Emily ,a Amy.
-To będzie bułka z masłem.- powiedziała sojuszniczka z  Dzięwiątki. Potaknęłam jej z niechęcią.
Podeszła do mnie kobieta
-Nie ruszaj się.- powiedziała i wszczepiła mi pod skórę jakiś czip.
-Co to jest…?- chrypnęłam.
-Lokalizator.- odparła i poszła dalej.
Poczułam, że poduszkowiec zaczął lekko się unosić.
-Dotrzemy za jakieś 30 minut.- pisnęła szczęśliwie Amy, a Emily zaśmiała się.
Na szczęście przyszła po mnie moja stylistka, która zaprowadziła mnie do osobnego pokoju.
Było tam pełno jedzenia i picia.
-Jedz ile chcesz.- powiedziała i usiadła.
Nie byłam aż tak głodna, jak rano, lecz próbowałam jeść jak najwięcej- ignorując to, że mam pełny brzuch.
Po jakiś dziesięciu minutach szyby pociemniały.
To oznacza tylko jedno- jesteśmy na miejscu.
~~~
Szłam, prowadząca przez Strażników Pokoju, pod areną , gdzie mam znaleźć moją stylistkę.
Mężczyźni otwierają mi drzwi jakiegoś pokoju, a kiedy weszłam- zamknęli je, zostawiając mnie samą.
-Shireen.- wyszeptał kobiecy głos za moimi plecami.
Odwracam się i widzę Athelę, wyglądającą na zmęczoną.
-Nie dam rady.-  trzęsłam się i usiadłam na kanapie. Tam stylistka założyła na mnie kremowe ochraniacze na ramiona i  czarne rękawiczki z wycięciami na palce.
-Przeżyjesz.- powiedziała i uścisnęła mnie. Następnie podała mi szklankę wody, którą kazała wypić.
Po chwili, zimny głos kobiety z głośnika, oznajmia mi, że już czas.
-Dam ci małą radę.- powiedziała stylistka.- Trzymaj się z dala od Rogu Obfitości i Struva.
Uśmiechnęłam się i przytuliłam ją po raz ostatni.
-Dziękuje za wszystko.- bełktałam, płacząc.
-Nie musisz.- pocieszyła mnie i otarła łzę z policzka.
Weszłam do szklanego cylindra. Nic nie słyszałam. Po chwili podest zaczął się podnosić.
Gorąco…
Może przez to, że się denerwuję? Nie…
Zamykam oczy, akurat, kiedy ostre światło oświetliło mnie.
Po chwili lekko uchylam powieki.

-Panie i Panowie! Siedemdziesiąte Szóste  Głodowe Igrzyska uważam za rozpoczęte! – oznajmił wesoły głos Ceaser’a  Filckermana..

~~~
Więc jesteśmy już prawie na arenie, ;>

sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział 7

Rozdział 7
-Shireen!- krzyczał chrapliwie Struve- Shireen!
Wbiegłam na skały i zauważyłam nieruchome ciało trybuta. – Struve!- wykrzyknęłam z łzami i podbiegłam do jego ciała. Nie zdążyłam… byłam za daleko…
Złapałam go za rękę  i potrząsałam nią.- Zostań ze mną! Błagam cię, nie odchodź…
Pisnął za mną głos małej dziewczynki. Odwróciłam się. To Annabeth. I ktoś za nią stał.
-Annabeth! Uciekaj!- Osoba za nią złapała jej małą głowę i skręciła ją. Dziewczynka upadła.  Gdyby nie to, że głowa była wygięta w nienaturalny kąt i patrzyła na mnie swymi dużymi oczami, pomyślałabym, że spała. Tak ,spała.
-Obudź się!
-Co..? – szepnęłam
Otworzyłam powieki i ujrzałam Fir’a. To wszystko musiało być snem… – Musisz wstać. Dzisiaj ćwiczymy przed wywiadem.
Zaraz… wywiadem.
Jak dzisiaj jest wywiad, to oznacza, że jutro już będę na arenie. I to martwa.
-Już wstaję..- mruknęłam
-Będę czekał w salonie. Na kanapie masz przygotowane rzeczy do założenia.- powiedział i wyszedł.
Z tego, że jestem ciekawska, od razu wygramoliłam się z łóżka i pobiegłam do kanapy, wywalając się.
-Cholera…-  jęknęłam i  doczłapałam się do celu.
Na kanapie znalazłam długą żółtą suknie i czarne szpilki.
Założyłam to i podreptałam do salonu.
Fir już tam na mnie czekał ze szklanką soku i naleśnikami.
-Jesteś.- powiedział i podał mi jedzenie.- Jak zjesz to przejdziemy do dalszych zadań.
Usiadłam na sofie i powoli jadłam.
-Dzisiaj masz błyszczeć jak najdroższy kamień, lecz na początku trzeba cię trochę doszlifować. Co wiesz o tych wywiadach?
-Że trzeba pokazać się z jak najlepszej strony.- powiedziałam z pełną buzią.
-Tak to prawda. Jak na razie , to ci nie wychodzi. Sponsorzy zauważą każdy twój zły ruch, który zadecyduje o twoim życiu. Kiedy z tobą skończę  , będzie siedemnasta czyli dwie godziny przed wywiadem. Oddam cię w ręce twoich stylistów, którzy dokończą moje dzieło.- westchnął.- Więc lepiej wsuwaj te naleśniki, bo nie zdążymy.
Racja, jest trzynasta.
Przez kolejne pięć godzin , mentor tłumaczył mi jak chodzić i siadać. Moje ciągłe plątaniny nóg doprowadzały Fir’a do szału, lecz w końcu się nauczyłam. Oprócz tego pokazywał mi jak się uśmiechać, nawiązywać kontakt wzrokowy i gestykulować,
-Kiedy Ceaser będzie pytał o rodzinę, nie załamuj się.- poradził ,  gdy przyszli po mnie styliści. Zaprowadzili mnie do Athely , która znajdowała się w Centrum Odnowy.
- Wyglądasz na smutną.- powiedziała do mnie Athela, kiedy stanęłam w drzwiach mojego pokoju przygotowawczego.
-W nocy nękały mnie koszmary.- oznajmiłam i usiadłam przy toaletce. Stylistka od razu zabrała się do rozczesywania moich rudych włosów, które następnie zostawiła rozpuszczone.
Podczas robienia  makijażu, Athela opowiada mi o moim stroju.
-Masz być szykowna i prosta. Nic więcej.- powiedziała i rozkazała zamknąć oczy.
Po umalowaniu, zostałam zaprowadzona do szafy, skąd kobieta podała mi długą czarną suknie, i następnie pomogła mi ją założyć.
Gdy stanęłam przy lustrze, nie mogłam uwierzyć , że to ja.
Ta przestraszona ja, była gdzieś schowana, skąd teraz nie mogła się pokazać.
Ta osoba, która odbijała  się w lustrze, to odważna i stanowcza kobieta.
Spojrzałam na jej rude włosy, które spływały kaskadami po jej ramionach i na jej delikatny wyraz twarzy. 
Na jej kościstym ciele znajdowała się długa , czarna suknia, a jej dekolt sięgał aż do końca żeber.
-To nie jestem ja.- szepnęłam i odwróciłam się stylistki. Spostrzegłam, że koniec sukni leży przy Atheli, która znajdowała się na po drugiej stronie pokoju.
-To jesteś ty.- powiedziała i podeszła do mnie.- Pamiętaj jednak, że przy wywiadzie nie możesz być za słodka. Masz być miła  i stawiaj zawsze na swoim.  Tak jak byś była królową.
-Ten kto się nazywa władcą, ten nim naprawdę nie jest*- wyszeptałam  i z trudem podreptałam do stolika z jedzeniem. – Jeżeli nie będę okazywać tego, że jestem  jedną z kilkunastu umalowanych panienek, to nigdy nią nie będę.
-A chcesz nią być?- zbiła mnie z tropu Athela.
-Chcę być  tą jedyną.-  powiedziałam po chwili zastanowienia.
~~~
- Witam wszystkich!- rozbrzmiał  w Panem wesoły głos Ceaser’a Filckermana, który już od  lat prowadzi wywiady z trybutami. – Czas na prezentacje trybutów, prawda?- spytał się tłumu, który odpowiedział krzykami i wiwatami.- No dobrze. Więc zacznijmy! Zapraszam  Ness Perez z Dystryktu Pierwszego!- na scenę wkroczyła dziarska szesnastolatka w jaskrawo fioletowej sukience, która usiadła na czerwonym fotelu, tuż obok siedzenia Ceaser’a. Była ciągle podekscytowana tegorocznymi Igrzyskami.
Jednak czas się skończył i na scenę wkroczył Dareen Bron, który przyrzekł wszystkim oglądającym,  że jeszcze tu wróci.
Moja sojuszniczka z Dwójki , była tak samo zabójcza jak Ness.
Jane  i Legolas z Trójki kompletnie olewali stojące przed nimi kamery i rozmawiali z Ceaser’em jak, ze starym znajomym.
Czwórka i Piątka, wyszła nie najgorzej.
Kiedy wyczytali moje imię, znowu zaczęłam się denerwować, tak jak na pokazie umiejętności.
-Witaj Shireen!- powitał mnie Ceaser , gdy usiadłam. – Masz piękną ,długą suknię! Tylko zazdrościć twojej stylistce!
To prawda, ponieważ podczas wchodzenia na scenę, materiał, który akurat mam na sobie, wił się po całej podłodze.
-Dziękuje.
-Więc, jak się czujesz w Kapitolu. Zostałabyś tu na dłużej?
-Oczywiście. Jest tu tak pięknie.- Oznajmiłam i z uśmiechem zwróciłam się do publiczności.- Nigdy nie poznałam tak uroczych ludzi.
-To bardzo miłe.
- Jest tu o niebo lepiej niż w Szóstce.- Bardzo ciężko wypowiedziałam te słowa. Tęsknie za domem.- Kiedy wrócę z areny, z trudem w sercu będę musiała opuścić to przepiękne miejsce.- powiedziałam i złapałam się za klatkę piersiową, tak jakbym się wzruszyła.
-Z największą chęcią cię przyjmiemy.  Prawda?- zwrócił się do publiczności, która od razu rozbrzmiała z zachwytu.- Teraz przejdźmy do Igrzysk. Nie boisz się?
-Absolutnie. Świetnie się przygotowałam i uważam , że zdobyłam dobry wynik.
-Masz zamiar pokazać coś specjalnego na arenie?
-To tajemnica między mną, a moimi sojusznikami.- szepnęłam.
-Jeszcze jedno pytanie, przed końcem. Wszyscy obywatele Kapitol podawali pytania, dotyczące was. Na ciebie , droga Shireen , padło akurat jedno z najtrudniejszych. Czy jesteś gotowa?
-Zawsze i wszędzie.- powiedziałam z poważną miną.
-  Na co ważnego byś wydała pieniądze po wygranej?- spytał się Ceaser.
-Na pewno , pomogłabym moim bliskim, oraz pokupowałabym jedzenia dla tych mniej zamożnych.- westchnęłam.- Resztę przeznaczyłabym innym biedniejszym Dystryktom, na potrzeby finansowe.
Jak było słychać, kilka osób jęknęło z zachwytu.
-To bardzo charytatywne  z twojej strony. Zachowujesz się jak…
-Królowa.- skończyłam , gdy zadzwonił gong. Wstałam ,posłałam kilka wymuszonych uśmiechów do tłumu,  pożegnałam się z Ceaserem i zeszłam ze sceny.

* i ** pochodzą z serialu Gra  o Tron, oraz książek Georga R. R. Martina ,,Starcie Królów’’ i ,,Nawałnica Mieczy’’

Wiem, nie było.
Ale są wakacje! :D
Pozdrawiam
Slendy

czwartek, 18 lipca 2013

Rozdział 6

Rozdział 6
-Shireen Baratheon.- powiedział głos z głośnika. Wstałam.
Już od dwóch dni ćwiczyliśmy na sali treningowej, aby przygotować się do Igrzysk i pokazu umiejętności.  Opanowałam, prawie do perfekcji ,  umiejętność rozpalania ogniska, rzucania noży do celu , rzutu oszczepem i oczywiście walki cepem.
-Powodzenia.- rzucił oschle Struve.  Nadal był na mnie zły, za sojusz z byłym zawodowcem – Alex McAmy.
Spojrzałam na Emily, lecz ta udawała, że mnie nie widzi. Na pewno chciała tylko sojuszu dla ochrony i co noc będzie się wahać, czy poderżnąć mi gardło.
Nic nie odpowiedziałam i podeszłam do metalowych drzwi, gdzie podobno miałam znaleźć organizatorów.
Same się otworzyły , a kiedy podeszłam kilka metrów dalej – zamknęły się, bez najmniejszej szansy na ucieczkę.
Odwróciłam się od drzwi i okrążyłam salę wzrokiem. To była ta sama, na której trenowałam, przez ostatnie trzy dni. Jednak były tylko dwie różnice. Pierwsza to, że jest kompletnie pusto, a druga, że na piętrze siedzą organizatorzy  i sponsorzy.
-Zacznij.- oznajmił gruby głos nowego organizatora Igrzysk. To był jego pierwszy rok, lecz wszyscy z zapartym tchem czekali  na jego arenę
Wróciłam do rzeczywistości i dygnęłam niedbale. Usłyszałam nieliczne szmery i chichy.
Ręce zaczęły mi się trząść. To jedna z moich wad. Kiedy się denerwuję , to trzęsę się jak galareta. Nienawidzę tego.
Pobiegłam do działu z bronią i wzięłam cep, oraz kilka manekinów z plastiku około mojego wzrostu. Ustawiłam je wokoło siebie ,przed organizatorami i sponsorami.
Zaczęłam każde z nich atakować, a niektóre z nich straciły kilka części ciała.
Spocona i dysząca   spojrzałam na parter.
Główny organizator  groźnie na mnie popatrzył
-Masz jeszcze  dwie minuty! Ogarnij się dziewczyno!- wrzasnął.
Odwróciłam się i pobiegłam do działu z włóczniami i oszczepami. Łzy napłynęły mi do oczu. Nie lubię jak ktoś na mnie krzyczy.
 Wzięłam  pięć włóczni i podeszłam do linii , która oddzielała mnie o jakieś trzydzieści metrów od tarczy.
Rzucałam już drugą włócznię, jednak organizator ogłosił, że mój czas się skończył.
-Przygotuj się na śmierć, dziewczyno.- prychnął i wskazał mi ręką drzwi. Pędem pobiegłam do nich, ocierając raz za razem mokre oczy.
~~~
 Od końca pokazu umiejętności leżałam na łóżku i patrzyłam na sufit, jak martwa , lecz przyszła do mnie  Librae , rozkazała się odświeżyć i pójść na kolację.
Nie chciałam wychodzić do ludzi, źle się czułam i nie za bardzo miałam ochotę słyszeć ciągłe pytania, na temat pokazu.
Jednak nie miałam wyboru i wygramoliłam się z łóżka. Umyłam się , uczesałam włosy , a następnie wyjęłam z szafy jasną, jeansową kamizelkę, beżową sukienkę i botki , również w tym samym kolorze. 
Weszłam do jadalni i usiadłam na końcu stołu, z dala od trajkoczącej grupy.
Zjadłam jakieś mięso i próbowałam odpowiadać na różne krótkie pytania.
I oto nadszedł mój koniec świata-  ogłoszenie wyników.
Usiedliśmy wszyscy na kanapie i włączyliśmy telewizor.
Przed naszymi oczami ukazał się Ceaser Filckerman, który z nierozstającym się uśmiechem i białymi jak śnieg włosami, przywitał wszystkich.
-Zacznijmy!- oznajmił.- Ness Perez, Dystrykt 1.  Zdobyła 9 punktów.- A co ja dostanę?.- Dareen Bron, Dystrykt 1. Zdobył 10 punktów.- Zdjęłam botki i położyłam nogi na kanapie.- Alex McAmy , Dystrykt 2. Również zdobyła 10 punktów…- Spojrzałam na Struve’a. Siedział zdenerwowany na kanapie i bacznym wzrokiem patrzył na ekran telewizora. Spojrzałam tam gdzie on. Chłopak z dwójki zdobył 11 punktów.- Jane Rowling i Legolas Dick, Dystrykt 3. Obydwoje zdobyli 7 punktów…
Przez kolejne kilka minut czekałam na moją kolej.
Wiem tylko o tym, że Emma Black z Czwórki zdobyła jedenaście punktów,  Violet z Dystryktu Piątego zdobyła osiem punktów, a Kevin siedem.
-Shireen Baratheon, Dystrykt 6.- powiedział Ceaser. Wstałam i patrzyłam na ekran. – Zdobyła 9 punktów.
Jednak chcą, żebym zginęła.
-Brawo!- pisnęła Librae, a Fir ścisnął moją rękę.
-Struve Perthshire, Dystrykt 6. Zdobył 11 punktów.- Chłopak odetchnął z ulgą i rozsiadł się luźniej na kanapie.
Rose z Ósemki dostała 7 punktów, Emily Wood z Dziewiątki 9 punktów- tyle samo co ja, a Stella Digger z Dziesiątki zdobyła 6 punktów.
-Zdobyliście wspaniałe wyniki!- pogratulowała nam Librae.- Prawdopodobnie wiecie, że jutro wieczorem jest wywiad, więc będziecie do tego przygotowani. Fir będzie uczył Shireen, a ciebie Struve, będzie przygotowywała Valeria. Jutro pobudka o dziewiątej. Dobranoc!- pożegnała nas i skierowała do pokoi.
Poszłam do swojego i nie przebierając się weszłam do miękkiego łóżka.
Za dwa dni będę już na arenie.

Za dwa dni będę martwa…

~~~ 
Dawno nie było...
W ogóle ktoś to czyta?

poniedziałek, 1 lipca 2013

Rozdział 5


Rozdział 5
Coś gwałtownie obudziło mnie ze snu. Spojrzałam na zegarek.
Ósma rano. O której to jest trening…? Prawdopodobnie o dziewiątej.
Zdążę.
Znalazłam na kanapie czarny podkoszulek z  moim imieniem i numerem szóstym, oraz czarne spodnie i buty.
Czułam się jakbym szła na pogrzeb. Cóż.
Poszłam do jadalni i usiadłam przy stole.
Nikogo nie było, prócz awoks. Jedna z nich nałożyła mi śniadanie, które zniknęło w oka  mgnieniu.
O 8:45 byłam już na sali treningowej, gdzie spotkałam już resztę trybutów.
-Witam.- odezwał się głos za mną. Odwróciłam się. Przede mną stała młoda, jasnowłosa kobieta.- Nazywam się Shenny i moim zadaniem jest wytłumaczenie wam  kilku zasad na temat treningów. Przejdźmy do rzeczy. Nie możecie walczyć między sobą. Będzie na to czas na arenie.- wzdrygnęłam się- Do tej funkcji są przydzieleni specjalnie wyszkoleni trenerzy. – zrobiła małą przerwę, jakby myślała, że nie nadążamy za nią.- Możecie przemieszczać się po całej sali. Postarajcie się wszystkiego nauczyć, ponieważ każda z tych rzeczy przyda wam się podczas Igrzysk. Tu macie dział z broniami- wskazała ręką w prawo. – A tu dział szkoły przetrwania.- pokazała lewą stronę. – Jesteście wolni.
Podreptałam do działu z bronią, razem z połową innych ludzi. Zobaczyłam Struve’a, który kierował się do mieczy.
Szedł z zawodowcami. Dupek.
Pokierowałam się do działu z włóczniami gdzie spotkałam Rose z Dystryktu 8. Próbowałam się z nią jakoś zaprzyjaźnić, by znaleźć sobie sojusznika, lecz na marne.  Jednak z bronią dawałam sobie radę.
Następnie  w dziale z trójzębem zawarłam sojusz z trybutem z trójki – Legolasem Dickiem. Wspaniale się dogadywaliśmy, więc chłopak  poznał mnie z  Alex McAmy z Dwójki, która odłączyła się od zawodowców i z Emily Wood z Dziewiątki.
Byłam niezadowolona, ponieważ wszyscy mieli już swoją , wybraną broń. Jedynie ja – Sierotka Marysia, nie miałam swojej.
Odłączyłam się od grupy i ponownie skierowałam się do działu z włóczniami. Nikogo tam nie było, więc mogłam w spokoju poćwiczyć.
Po półgodzinie umiałam już rzucać do celu, więc postanowiłam poszukać innej broni.  Na samym końcu sali znalazłam cep (Google się kłania ~Slendy). Tak jak poprzednio , nikogo tam nie było.  
Ćwiczyłam, póki nie nastała godzina na lunch.
Usiadłam razem z moimi sojusznikami i następnie trenowaliśmy , aż zrobiło się ciemno.
~~~
 Siedziałam w jadalni razem z mentorami i Struve’m
-Więc jak wam poszedł trening?- z niedowierzeniem spojrzałam na Fir’a.  On powiedział do nas.
-Dobrze.- powiedział Struve, a ja potaknęłam.
-A sojusze?
-Założyłem go razem ze Stellą z Dziesiątki i z Violet i Kevin’em z Piątki. – odparł.
W duchu cieszyłam się , że Struve nie założył sojuszu z zawodowcami.
-A ty? – dopytywał się mentor.
-Ja mam sojusz z Alex McAmy , Legolasem Dickiem .- Celowo nie powiedziałam z jakiego Dystryktu pochodzą. Wiedziałam , że to się źle skończy.
Struve i mentorzy zamarli.
-Co?- grałam jak aktorka, nie powiem.
-Ty… ty zawarłaś sojusz z zawodowcem!- krzyknął Struve. Spojrzałam na niego. Był zły.
-Sam z nimi trenowałeś cały dzień.- mruknęłam i wstałam. – Nie jestem głodna, dobranoc.

Poszłam do swojej sypialni i położyłam się spać. 

~~~
Króciutki  - tak jak tamten ^-^
Rozdziałów nie będzie ,aż do 11 lipca ;_;
Szkoda.
To ja idę kończyć się pakować :3
Pozdrawiam
Slendy